Przeskocz do treści

Wsi spokojna, wsi wesoła… Na urlop na Korfu czy do polskiego lasu?

Dla kogoś, kto całe wakacyjne dzieciństwo spędził na wsi u babci i miał to za jedyną opcję wyjazdową, bo rodziców na zagraniczne wczasy,

albo na polskie morze, czy wynajęcie domku nad jeziorem na kilka dni zwyczajnie nie było stać, wyobrażenie sobie spędzenia kilku wolnych dni w roku lub weekendu na wsi, w lesie, może wydawać się absurdem.

Kiedy założyłam własną rodzinę największą frajdą była dla mnie możliwość zabrania dzieci nad morze, gdzie tętni życie, gdzie idąc ulicą nadmorskiej miejscowości obijasz się o ludzi, polujesz na stoliki żeby zjeść obiad, gdzie na plaży ciężko przedostać się do wody między januszowymi kwaterami prywatnymi, wydzielonymi parawanami.  Ale przecież było mnie na to stać. Jako dziecko marzyłam o takich wakacjach.

 

Czas mija, człowiek po wielu latach przewartościowuje swoje życie, zmienia się i zmienia swój światopogląd. Zaczyna szukać swoich własnych wartości zamiast owczego pędu. Zaczyna otwierać oczy widząc jeden wielki sezonowy konkurs na to, kto miał lepszy, droższy urlop, kto był w najbardziej prestiżowym hotelu, koniecznie na obcej ziemi. Fajnie, pewnie, że fajnie. Sama zamierzam z takiego skorzystać, nie dlatego, że mnie stać, ale po to żeby zobaczyć coś czego jeszcze nie widziałam, polecieć samolotem, którym jeszcze nie leciałam. I dlatego, że dzisiaj mamy dużo więcej możliwości, bo oferty turystyki dają dzisiaj bardzo szeroki i ciekawy wachlarz wyboru, nawet na półce niskobudżetowej.

Ale ja nie o tym. Wróćmy do tematu wsi.

Po latach spełniania urlopowych marzeń doszłam do wniosku, że ta moja wieś z dzieciństwa miała w sobie tyle wartości, tyle wspomnień, tyle tam przeżyłam, tyle dobrego jedzenia w życiu tam zjadłam, że zaczęłam za tym tęsknić i nie byłam w stanie tego czegoś znaleźć w żadnym kurorcie dotychczas. Zaczęłam tęsknić za zapachem pobliskiego lasu, zapachem żniw, czystą wodą, czystym powietrzem, wiatrem, trawą, kamieniami, ciszą.

Zamiast do kurortów zaczęłam wyjeżdżać na wakacje do wujka na mazowszańską wieś, gdzie hoduje się zwierzęta, pod oknami domu leżą bałdy słomy po żniwach, gdzie wschodzące i zachodzące słońce nigdzie indziej tak nie zachwyca. Przynajmniej mnie. Zrozumiałam, że to wieś jest właśnie tym miejscem gdzie tak naprawdę umiem odpocząć, naładować swoje energetyczne baterie i poukładać swoje myśli.

Moje życie w ciągu ostatniego blisko roku praktycznie całkowicie się zmieniło. Podjęłam decyzje, których wykonanie wymagało ode mnie wielkiego wysiłku energetycznego, wielkiej siły i determinacji, samozaparcia i wytrzymałości. Zmieniło się wszystko. Ale było warto. Teraz potrzebuje wypoczynku, z którego korzystam, kiedy tylko mogę.

Nie mogłam wyjechać do rodziny w tym roku. Korzystam więc z możliwości weekendowych i szukam dla siebie najlepszych miejsc do odpoczynku.

O jednym z nich dzisiaj Wam opowiem, ponieważ trafiłam w miejsce niezwykłe, magiczne i z całą pewności godne polecenia.

"Dom Zamęt" u Anny i Tomasza

Zależało mi na miejscu odludnym, cichym i spokojnym, miejscu, gdzie mogłabym zabrać swoje psy, żeby też się wyszumiały i wyganiały swobodnie.

Oferta wypoczynku w domu stylizowanym na stary, piękny dworek bardzo mnie zainteresowała, postanowiłam zatem z niej skorzystać, tym bardziej, że cena wydała mi się również bardzo atrakcyjna.

Kiedy znaleźliśmy się na miejscu przyjaźnie przywitały nas psy właścicieli, a dopiero  za chwilę sami właściciele. Dom urzekł mnie od razu swoim wyglądem, ogrodem, starymi meblami, zapachem dobrego jedzenia.

Pokój dostaliśmy ostatni, zatem najmniejszy ale i tak urokliwy, z ładną nową łazienką. Po otwarciu okna było słychać tylko śpiew ptaków, bo dom znajduje się w lesie, przy niewielkiej rzece.

Okazało się, że w domu przebywa dziewięcioro gości. O czym dowiedzieliśmy się znacznie później, bo tam nikt nikomu nie przeszkadzał swoją obecnością. U Ani i Tomka dom jest otwarty dla ludzi. Udostępniają ładną, dużą, funkcjonalną kuchnię, jadalnię, ogród, gdzie stoi mnóstwo stolików, ławeczek, krzeseł, foteli. Każdy znajdzie dla siebie miejsce do wypoczynku.

Poza tym właściciele serwują posiłki, śniadania i obiadokolacje… Pyszne! Domowe jedzenie, sery, jajka, warzywa, miody, wszystko od lokalnych dostawców. Absolutnie fantastycznie smakuje, podane albo w formie bufetu, albo gary wynoszone są na podwórze i można kolację zjeść na ławce, na powietrzu. Na boso. Rewelacja.
Na zdjęciach puste talerze i naczynia ponieważ było tak dobre, że nie byłam w stanie oderwać się od jedzenia i robić zdjęcia 😀

Niedaleko, drogą przez las jest jezioro. Woda tak czysta, że widać dno. Ciepła. Pół dzika, ale zadbana plaża. Dwa pomosty.

Całość tworzy niesamowity klimat. Mogłabym gościć się tam w każdy weekend!

Agroturystyka w Polsce, na przestrzeni kilku ostatnich lat kwitnie. Zapewne można znaleźć wiele takich miejsc jak Dom Zamęt u Ani i Tomka – nazwa miejscowości całkowicie ze sobą niezgodna J nie ma tam żadnego zamętu, tylko cisza i spokój. Z całą pewnością jest to ciekawa alternatywa wakacyjna, nierzadko całoroczna. My będziemy z niej z całą pewnością korzystać, a do Zamętu będziemy wracać nie raz ładować baterie.

Oczywiście, że polecę też na Korfu. Ale przecież w życiu można robić wszystko!

Wiedźma

8 thoughts on “Wsi spokojna, wsi wesoła… Na urlop na Korfu czy do polskiego lasu?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *