PRAWDZIWIE DOBRA ZMIANA, CZYLI KRYZYS WIEKU ŚREDNIEGO

Carl Gustaw Jung twierdzi, że pierwsza połowa dorosłego życia służy nam do osadzenia się w świecie. Przystosowania się do reguł życia społecznego. Osiągnięcia określonej pozycji społecznej, relacji w związku i relacji zawodowych.
Pan Jung mówi, że pierwsza połowa to praktyka. Ćwiczenia przed życiem „właściwym”.
Zgadzam się z powyższym w całej treści.


Miałam piękne, czterdzieste urodziny. Jak co roku, 12 sierpnia, w noc spadających gwiazd. Góry, górale śpiewali mi „sto lat”, towarzystwo jedyne jakiego potrzebuję – mąż oraz córki. Wielka radość, kolacja u Modesta Amaro, piękne prezenty, mnóstwo cudownych życzeń. Wierzę, że wszystkie szczere. 😉

morskie oko 2020

A potem coś we mnie tąpnęło. Zaczęły się takie natrętne myśli, że zmarnowałam pół (mam nadzieję) życia. Tyle mogłam zrobić, a nie zrobiłam. Tyle jest jeszcze rzeczy, które chcę zrobić – pytanie czy zdążę?
Przerażające.

kryzys wieku średniego jak do niedawna sądziłam to wymysł cywilizacyjny, wykreowany na potrzeby kolorowych pism albo nowoczesnej psychologii. Otóż nie.
On istnieje naprawdę i dopada naprawdę.
Każdego w inny sposób, ale jednak. I każdy radzi sobie z nim inaczej.

W wielkich bólach rodził się we mnie dojrzały człowiek.

Odkrycie radości z nauki i pokonywania samej siebie nie jest nigdy łatwe. Nadal miewam poczucie dziwności i zadaję sobie pytanie, czy to co robię ma w ogóle jakikolwiek sens.

Wiem, że jestem we właściwym miejscu, robię właściwe rzeczy, w końcu zgodne ze mną, nic przeciwko sobie. Zmieniły się moje priorytety życiowe i wszytko co robię, czuję, myślę jest bardziej skierowane do mojego wnętrza.

Straciłam złudne poczucie, że wszytko jest jeszcze przede mną, jednak mam poczucie, że teraz mogę robić nie to czego chcę ale w końcu to, czego potrzebuję.

I stawiam na siebie.
Mój najukochańszy mąż i dzieci stali się moimi życiowymi partnerami.
Jestem kochana i w końcu jestem też kochana przede wszystkim przez siebie samą. Ogromne wsparcie jakie dostaję każdego dnia ze strony najbliższych pomogło mi uwierzyć w siebie i swoją wartość.
Jak się okazało – nie jestem nikim. Jestem naprawdę kimś. I dla siebie i dla innych.

Mój lęk o uciekający czas i o to, że mi go zabraknie, przekułam w chęć zdobycia wiedzy oraz przede wszystkim na samorozwój i samorealizację – wszystko to, co odebrałam sama sobie kiedyś, z poczucia bardzo niskiej samooceny, często kreowanej we mnie również przez osoby z zewnątrz.

Może nie wszystko jeszcze przede mną, ale jeszcze z pewnością zrobię kilka fajnych rzeczy, z których będę ogromnie dumna.

Mój horyzont to samozadowolenie, satysfakcja, realizacja celów i kilku marzeń.

Te ostatnie ogromnie ewoluowały w ostatnich kilku latach. Dziwnym byłoby gdyby tak się nie stało.

Ostatnio moim celem stało się między innymi pozyskiwanie wiedzy z kilku interesujących mnie dziedzin.
W kontekście zawodowym to jest konkretna nauka, konkretne pozyskanie umiejętności, które w jakimś stopniu uzyskane 20 lat temu na studiach, niekoniecznie przekładały się na potrzebną mi teraz praktykę.

Chociaż kształciłam się wtedy w kierunku rachunkowo-finansowym, nie umiałam albo nie chciałam do tej pory w tym się odnaleźć. Pracowałam po studiach zawsze w kompletnie innych branżach, byle nie w finansowej.
Trzy lata temu zmieniłam zdanie, trochę przez przypadek, trochę zmusiło mnie do tego życie, ale odkryłam, że lubię to moje księgowe nie-zaparcie.

Nic nie dzieje się bez przyczyny.

Otrzymałam szansę, uwierzyłam, że mogę i już jestem po jednym małym-wielkim osiągnięciu. Pierwszy stopień zdobyty. 🙂

Zamierzam przejść kolejne levele kształcenia w kierunku zawodowym. Właśnie zaczęłam kolejny. Drugi stopień. I pękam z dumy przed samą sobą.

Nadal mam w sobie poczucie, z którym staram się walczyć, że owszem, wszytko co robię może przynieść wymierne korzyści w kwestii poczucia własnej wartości, w kwestii finansów, w kwestii zmiany pozycji społecznej, to nadal boję się, że kiedy odniosę sukces, mogę z tego wysokiego konia spaść. To była we mnie zawsze największa blokada. Strach, że mi się coś nie uda, że się noga powinie.
A już najgorszy był zawsze mój wewnętrzny sędzia. Zawsze miałam wątpliwości co do tego, czy aby na pewno to co robię ma jakąkolwiek wartość, czy się spodoba, a co jeśli się nie spodoba? Narażenie się na krytykę może stanowić ogromną blokadę przed działaniem. I stanowi, u każdego z nas.

Na swoje wątpliwości szukałam rozwiązania, rady, lekarstwa bardzo długo. Bo pół swojego życia.

Wiedza z dziedziny funkcjonowania ludzkiego mózgu w ujęciu praktycznym – czyli dlaczego zachowujemy się, myślimy i postępujemy w taki czy inny sposób, to jest też to, co od dłuższego czasu mnie kręci.
Nuram się w różnorodnej literaturze na ten temat, szukając odpowiedzi na zadawane przez siebie pytania. Nie wiem czy nie skończy się to jakimś odpowiednim kwalifikowanym kursem. Jest to ogromnie prawdopodobne.

Wiem tyle, że na chwilę obecną znalazłam odpowiedź na lęk przed wiekiem średnim – czyli po czterdziestce i dlaczego mam przestać się go bać, a jak mogę go wykorzystać. Co robię z wielką przyjemnością.

Uczę się uczyć i włamywać do własnego mózgu od Radosława Kotarskiego – człowieka, który jest dla mnie wielką inspiracją do działania i do zmiany myślenia.
Uczę się od niego pracować inaczej niż kiedykolwiek dotychczas.
Uczę się inaczej patrzeć na świat, który jest całkiem inny niż nam się wydaje. I nie tylko Kotarski o tym wie.

Kiedy przyszedł mi dzisiaj pomysł zrobienia patentu żeglarskiego albo sternika motorowodnego – bo chcę jechać na wakacje na Mazury i chętnie bym popływała jakąś łajbą po jeziorze Śniardwy – pomyślałam „dlaczego nie”? Jeśli Radosław zrobił sędziego piwowarstwa to ja mogę mieć patent.
A jeszcze fajniejsze było usłyszeć od męża „dlaczego nie – chcesz rób”, zamiast „przestań, znowu wydziwiasz”.
Znowu poczułam, że mogę złapać wiatr w żagle. I to realnie.

Jak na Corfu, tylko tam nie trzeba mieć patentu. 🙂

Corfu, Greece 2018
Corfu, Greece 2018

Zamierzam również, bez pardonu, produkować swoje grafomańskie wypociny na własnoręcznie postawionej blogowej stronie, czy się to komuś podoba czy nie. Bo mogę. 🙂
To jest mój kryzys wieku średniego i co komu do tego.

Ot taka zmiana. Prawdziwie dobra zmiana. 🙂

Wiedźma