WAGA WITAMIN

Nie mamy jak ładować baterii. Nie ma już żadnego „powera” w żywności gdzie był kiedyś. Z resztą moda na zdrowe odżywianie modą, ale jaki procent z nas ma na to tak naprawdę czas i chęci? O wiedzy na temat zdrowego odżywania już nawet nie wspominam.

Brakuje nam też słońca. Nie mamy nawet za wiele czasu by z niego korzystać.

Jesteśmy wszyscy na niezłym speedzie, jaki serwuje nam przez korę nadnerczy, w postaci kortyzolu (hormon stresu), który sieje spustoszenie w naszych organizmach.

Dlatego uważam, że koktajle witaminowe są nieodzowne każdego dnia.

Po dwóch miesiącach zauważam pierwsze efekty.

— zmniejszenie bólu kręgosłupa i stawów, nawet zerwane więzadła w kolanie nie dają już dolegliwości, oprócz tego, że czasem wypadnie mi noga. Wgląda śmieszniej niż boli.

Jakoś mam uraz do krojenia mojego ciała i w ogóle do przebywania w placówkach „zdrowotnych” więc póki więzadeł naprawiać nie zamierzam.

— mój mąż przyjmując stosunkowo mniejszą ilość witamin niż ja, zauważył zmniejszenie bólu stawów,

— złagodzenie sińców pod oczami,

— lepszy sen,

— rzadziej miewam migreny (choruję na nie od dziecka, teraz są sporadyczne)

— zmniejszone łaknienie na słodycze,

— nie wiem jak określić poziom poprawy kondycji ponieważ prowadzę tryb życia strikte biurowo-kanapowy, ale z pewnością jestem mniej zmęczona.

O czym mowa? O zgrozo – o witaminach.

Witamina D3 – przyjmuję o wiele większą dawkę, niż podają przepisy na aptecznych opakowaniach. Warto udać się do laboratorium i oznaczyć poziom tej witaminy w organizmie. Z reguły jest to poziom około 30 u dorosłego Polaka. Tzw. norma podaje, że maksymalny, prawidłowy poziom to 100  – jego przekroczenie wg wytycznych WHO, to poziom toksyczny. Warto z wynikiem zbliżać się jednak w okolice wyższe niż 50 jednostek.

Witamina C – w chwili obecnej dla mnie jest to dawka 1500 jednostek na dobę. W początkowej fazie było to nawet 3000 jednostek (i więcej). Jednak ja akurat w momencie kiedy zaczynałam ją przyjmować, zachorowałam (sami wiecie na co). Witaminy pomogły mi szybciej dojść do siebie, chociaż stan mój był dość poważny. Dodam, że posiadam „choroby współistniejące” czyli wszystkie, na które cierpię od lat. Stąd tak duże dawki witaminy C w pierwszej fazie moich „koktajli”.

Witaminy A i E, K2, cynk, selen, magnez, potas – bo wszystkiego miałam za mało, sądząc po tym, jak na te niedobory od dłuższego czasu reagował mój organizm. 

Teraz przynajmniej, kiedy przeciągam się rano po przebudzeniu, po pierwsze – mogę się przeciągnąć, a moje ciało nie reaguje buntem czyli  bólem i skurczami.

Wstaję, a nie zmartwychwstaję.

W ciągu dnia mam wystraczającą ilość energii by bez siedmiu kaw wykonać wszystkie zadania zawodowe i nawet trochę domowych. 🙂 Póki co tylko trochę. Jeszcze trochę wykorzystuję to, że dwa miesiące temu miałam „sami wiecie co”. Aczkolwiek czuję, że mój czas nieróbstwa domowego dobiega końca. Domownicy już zaczynają na mnie podejrzliwe patrzeć. 🙂

Nikogo nie namawiam na „leczenie witaminami”. Przypadki „lekarzy” nakazujących odstawienie leczenia i zamiany go na witaminoterapię znana jest większości, jednakże stanowczo odradzam taką drogę i zawsze należy skonsultować wszystko z lekarzem. W końcu chodzi tu o nasze zdrowie i życie.

Dzielę się jedynie doświadczeniem. Bo skoro lepiej się czuję i przetestowałam na własnym organizmie efekty, to może ktoś jeszcze poczyta, sprawdzi, zainteresuje się, zasięgnie języka, spróbuje?

Skoro kroplówki witaminowe stawiają ludzi na nogi, nawet w momencie „efektu dnia następnego”, za grube pieniądze w dodatku,  to dlaczego nie rozciągnąć tego w czasie i we właściwy sposób nasycić ciało tym, czego w pożywieniu już raczej znaleźć nie można, a ciało i mózg są przeciążone wszystkim, co jest efektem ubocznym wielkiego dobra jakim jest cywilizacja? W dodatku za pieniądze bardziej rozsądne.

W moim domu te „leki” rozkłada się regularnie każdego dnia, co moja zaangażowana córka nazywa rozkładaniem leków w psychiatryku. 🙂 

Czyli mamy jeszcze jedną korzyść – jest zabawnie.

Zdrówka życzę wszystkim.

I prawidłowego poziomu witamin.

Oto życzenia na miarę 2021 roku. 😉

Dwa miesiące mi zajęło znalezienie odpowiednich życzeń Noworocznych. TO się dopiero nazywa mgła covidowa. 🙂

Wiedźma